piątek, 13 marca 2015

List do M.

Najdroższy

Siedem lat temu o tej porze zastanawiałam się, jak przeżyję życie wiedząc, że nigdy nie będziemy razem.. wiedząc, że jesteś jedyną Miłością, jaką było (jest) mi dane przeżywać. Zasypiałam z Tobą na ustach, budziłam się z Tobą w głowie, w sercu, w duszy i tak na okrągło..
Sama nie wiem, kiedy nieprzespane noce przeszły do codzienności, kiedy poranki przestały mnie cieszyć (i czy w ogóle kiedykolwiek mnie cieszyły?). Nie wiedziałam jak powiązać koniec z końcem mojej nieprzyzwoitej wyobraźni - nie potrafiłam karcić samej siebie za te wszystkie myśli, za marzenia o tak bardzo nieosiągalnym. 

Czasami wystarczyła jedna piosenka od Ciebie, żebyś po prostu dał mi nadzieję; żebyś dał mi coś więcej niż tylko kilka słodkich nut. Czasami dzięki temu, miałam siłę wstawać rano z łóżka, iść do pracy i normalnie funkcjonować. 
Najbardziej lubiłam wspólne znikanie z pola widzenia. Na chwilę lub na dłużej. Nigdy nie zapomnę pierwszego przytulenia. Nie zapomnę Twojego zapachu, tego jak mocno waliło Twoje serce, tego, w co byłeś tamtego wieczoru ubrany... nie zapomnę też słów: "Chodźmy już. Zaraz zaczną nas szukać". Najbardziej na świecie chciałam żeby zaczęli. Żeby zobaczyli, że ja to ja a Ty to Ty. Że my.. to znaczy... ehh wtedy jeszcze nie było żadnych nas. A może tylko nam się tak zdawało. Moim zdaniem byłam z Tobą od pierwszej chwili. Od pierwszego momentu i spojrzenia sobie w oczy. Kochałam Cię całym sercem i tak bardzo nie chcialam, żebyś kiedykolwiek wypuścił mnie z rąk. Nigdy. Przenigdy. 

Nienawidziłam się z Tobą rozstawać. Nieważne, czy pozwoliłeś odprowadzić się na autobus, czy tramwaj, ale w ogóle. NIE!!! Byleś mój, a jednak wracałeś. Nie mogę, nie potrafię opisać, jak bardzo moje serce było rozdarte. W jakiej byłam rozsypce emocjonalnej. Nie. To chyba było zbyt wiele. Mijały dnie, mijały noce, poranki, zachody słońca. Mijały soboty. Mogliśmy się zobaczyć - w ukryciu, ale zawsze. Kochałam Cię tak bardzo, że perspektywa widywania się na weekendy totalnie mnie rujnowała. Ale wiedzialam, że to jedyna szansa, żeby mieć Cię dla siebie choć przez chwilę. Wiedziałam, że inaczej się nie da, a jednak... 

...a jednak wszystko zmieniłeś. 

Dziś jestem Twoją żoną. Jestem Panią eN. Codzinnie zasypiam pod Twoim ramieniem. Codziennie budzę się przy Tobie. Tak po prostu robię Ci pranie, gotuję obiady, stroję się dla Ciebie. Tak po prostu chadzamy na spacery, na kolacje, do kina.. planujemy wspólne życie, codziennie wracasz do mnie, codziennie mnie całujesz, codziennie utwierdzasz mnie w przekonaniu, że każda chwila bez Ciebie jest marna, stracona i nic niewarta. Dziś jestem szczęśliwa. Chyba nie masz pojęcia, jak bardzo. 


Żona.