piątek, 11 kwietnia 2014

Spring

Przyszła sobie wiosna. Liczę dni do wakacji, dni do ślubu.. czekam na tak wiele radości.. tak wiele radości otacza mnie codziennie. Dzięki Maciejowi jestem szczęśliwa. Uczę się cieszyć każdą jedną chwilą. Staram się być lepsza.

Wielkimi krokami zbliża się drugi co do wielkości, najgorszy, najbardziej zgorzkniały, znienawidzony przeze mnie miesiąc. Czasami chciałabym żeby nie istniał. A przynajmniej niektóre jego dni. A w zasadzie to jeden. Cieszę się bo wybieramy się do Kołobrzegu. Moja tęsknota rośnie z każdym nowym dniem. Stało się coś niesamowitego.. zakochałam się w tym miejscu choć jeszcze do niedawna było dla mnie tylko jedną wielką przykrością. Nie pogodziłam się jeszcze z tym, że ludzie odchodzą. Z tym, że każdy z nas kiedyś stanie po drugiej stronie barykady. Tym ciężej patrzę w przeszłość. Spoglądam jej w oczy i widzę szerokie i długie lata wspaniałych rodzinnych patologicznych chwil. Jakiekolwiek by one nie były, były moje. To chore, ale bywa, że za tym tęsknię. A teraz gdy już wiem, że w Święta, Tomasz już nigdy nie zadzwoni energicznie dzwonkiem do naszych drzwi, babcia nie pokłóci się z ojcem o kolejną pierdołę, brat nie będzie naśmiewał się z powagi sytuacji przy świątecznym stole wiem, że coś się zmieniło. Wiem to, ale czasami nie wierzę, że na przestrzeni lat, aż tak wiele się zmieniło.


Na pewne pożegnania po prostu nie można się przygotować.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz