Przyszła jesień. Pażdziernik okazał się być mniej łaskawy niż rok temu. Jest już bardzo zimno, wieje niespokojny wiatr, nie czuję, że za tydzień będziemy obchodzić Święto Wszystkich Świętych.. Nie czuję ani trochę tego, co dzieje się dookoła mnie, nie czuję jesieni, nie czuję nadchodzącego Święta..
Piętno utraty bliskich ciąży mi już od 3 lat.. albo i dłużej.. Luty zbliża się wielkimi krokami. Nienawidzę go. Nienawidzę.
Wszystko co się dzieje skłania mnie do bezustannych przemyśleń, do bezustannej zadumy. Ciężko jest być sierotą, ale uczę się tego codziennie. Najgorsze były chwile okołoślubne, kiedy to bajbardziej brakowało momentów z mamą. Teraz? Teraz nic nie czuję. Nie ma już we mnie żalu, nie ma we mnie smutku, nie ma we mnie gniewu. Nie ma. Pustka.
Na razie ciężko mi opisać to, co się dzieje, ale wiem, że kiedyś uporam się z tym całkowicie. Myślę, że momentem przełomowym w naszym życiu był właśnie nasz ślub.. a co za tym idzie - wielkie zmiany. Zmiany dotyczące przede wszystkim naszego przyszłego mieszkania.. Nie mogę się już doczekać, kiedy otworzymy ślubną butelkę szampana i usiądziemy razem na gołej podłodze, z uśmiechem uznając dom za NASZ..
Nie mogę się doczekać momentu, w którym po raz pierwszy obudzę się w nowym domu, przy JEGO boku, tak bardzo spokojna i bezpieczna.. Wszystko, co najlepsze przed nami!
Boję się jedynie tegorocznych Świąt. Pierwsze bez Babci.. nie wiem jak je zniosę. Potrzebuję do tego albo mocnych nerów albo mocnych drinków. Nerwów nie mam więc odpowiedź jest jedna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz