sobota, 27 czerwca 2015

Love, longing, dreams...

Zostały trzy dni do upragnionego urlopu. Trzy dni do totalnego wyłączenia się, do nicnierobienia. "Nostress - myślę tylko o sobie" - śpiewałam sobie pod nosem siedem lat temu. Słuchając happysad było mi lżej i chyba tak jest do tej pory. Za każdym razem, kiedy tęsknota puka do drzwi, ja zamykam się w muzyce happysad i płynę z prądem aż do końca tego letargu. Wyjście? Skądże znowu. Raczej przeczekanie. Wychodzę z założenia, że nie ma sensu z tym walczyć.. 

Najlepiej zostawić wszystkie swoje nienawiści na bieżni. I chyba tak naprawdę to jedyne w miarę sensowne lekarstwo. Nie ma dobrego rozwiązania. Nigdy takiego nie było. Przynajmniej mnie nie jest ono znane. 

...za 16 dni minie rok, jak nie widziałam matki. Dużo i niedużo. Dla mnie wieczność. Nie wiem, co będzie dalej. Na razie staram się nie myśleć. Staram się budzić lżejsza, ale to nie zdaje egzaminu. To poprostu się nie udaje. Tak to nie działa. Miotają mną różne emocje, skraje i raczej negatywne.



"13 dni ma tydzień, 
 13 miesięcy rok, 
 13 długich godzin
 od rana po noc.. 

 Zapomnij o mnie. Zapomnij"... 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz