Jesień zbliża się wielkimi krokami. Mimo ciepłych dni, czuć ją już w powietrzu. Na samą myśl, aż skóra cierpnie. Za pięć dni o tej porze będę już nad morzem. Na te szybkie i krótkie trzy dni zdążyłam zaplanować zbieranie siebie od nowa do kupy. Układanie myśli, wyrzucenie negatywnych emocji, zostawienie przeszłości za sobą. Wraz z początkiem jesieni, zamierzam pogodzić się z przeszłością i dać sobie trochę wytchnienia. Nie mogę nosić na plecach całego zła tego świata bo zwariuję. Czas potrafi leczyć rany, może i pomagać, ale co z tego.. pamięć nie zając - nie ucieka.
Wybaczam sobie asertywność, wybaczam sobie przebojowość, wybaczam sobie to, że zawsze muszę mieć ostatnie zdanie. Wybaczam sobie gniew. A to już sporo, nawet jak na mnie.
Wiem, że kiedy obudzę się po powrocie, będzie mi lżej, będę szczęśliwsza, będę sobą od początku do końca. Potrzebuję tego dla mojej wewnętrznej równowagi. Potrzebuję, żeby móc uwierzyć, że teraz jest czas na to, by jak najlepiej go wykorzystywać.
