Jeden z gorszych dni w roku za kilka godzin się skończy. I dobrze Do zobaczenia za rok. No chyba, że zostanę prezydentem i wykreślę luty z kalendarza. Jest to jakiś pomysł.
Smutny i deszczowy dzień, zupełnie, jak 4 lata temu. Nie zapomnę tej pogody. Tej cholernej szarugi, pluchy, siepiącego z nieba deszczu. Jezu, to był koszmarny dzień. Chciałabym całkowicie o nim zapomnieć. Może kiedyś się uda.
Z roku na rok coraz lepiej znoszę luty. Może to kwestia przyzwyczajenia, a może kwestia dojrzałości?
Za jakiś czas znów odwiedzę Kołobrzeg. Nie przypuszczałam, że można zakochać się w tym mieście. Czuję się tam, jak w domu. Wiem, gdzie jestem, odpoczywam, czuję się, jak u siebie. Kocham to miasto. Kiedy jadę do Kołobrzegu to tak, jakbym wracała do siebie. Cokolwiek to znaczy.
Gdybym mogła, kupiłabym tam mieszkanie. Koniecznie z widokiem na morze. Głupie dziecięce marzenie. Na razie zostanie tylko w mojej głowie. A kiedyś, kto wie?
Zostało 109 dni do babskiego wyjazdu do Kołobrzegu. Miło jest na coś czekać. A to do wiosny, a to do wyjazdu, a to do przeprowadzki.. Czekanie stało się ostatnio moim sposobem na życie.
