ileż można
upijać się tęsknotą
pod osłoną nocy
kiedy latowe marzenia
dawno już za nami
połamane latawce
znienawidzone bezsilności
biczowane na co dzień
o tej samej porze
spadające gwiazdy
puste buty
na cztery spusty zamknięte
cholerne drzwi donikąd
wieje wieje wiatr
słychać tylko płacz
a zmarniałe krzyże
gapią mi się w twarz

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz