jak łabędzie na zimę
odchodzą raz po raz
człapiąc długimi nogami
wśród srebrnych traw
w pełni nierozwiniętym
zapatrzonym w dal duszy rozumiem
gdzieś na końcu głowy
rozstawionym po kątach
zawisną wśród wspomnień
susząc się bezwstydnie
między jednym uchem a drugim
wymazując zbędności.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz