czwartek, 14 sierpnia 2014

8 dni...

No i stało się. Odbyłam chyba najgorszą rozmowę w życiu z jakby nie patrzeć najważniejszą osobą w życiu. Okazuje się, że wszystko co dotychczas robiłam, żeby było dobrze wzięło w łeb. Zastanawiam się jakim prawem ludzie mnie traktują w taki sposób. Niefortunna środa przed naszym wylotem na wakacje wiele zmieniła. Zastanawiam się, jakby to było gdybym się tam nie zjawiła.. Może byłoby lepiej? Może nie potraktowaliby nas jak ścierki do podłogi? Może.. ale pewności nie mam. Wczorajsza rozmowa rozwiała moje wszelkie wątpliwości i nadzieje na lepsze relacje i na ich przeprosiny. Myślę, że teraz już gorzej nie będzie. Będzie po prostu NIC. Jedno wielkie NIC. Wszystko się zawaliło. Chociaż sama nie wiem, czy kiedykolwiek cokolwiek było w tej rodzinie zbudowane na mocnych i waznych dla nas fundamentach. Wychodzi na to, że wcale nie. Swoją drogą, jak nisko trzeba upaść, aby z powodu pieniędzy, a raczej ich braku, w taki sposób potraktować własne dziecko? Teraz już nic mnie w życiu nie zaskoczy. Już nic mnie nie zdziwi. Chciałabym sypiać spokojnie, budzić się wyspana. Chciałabym bardzo zacząć żyć już tylko i wyłącznie własnym życiem. Na razie nie potrafię. Chyba do momentu zamieszkania na SWOIM. Gdyby nie Maciej, moje zycie byłoby tylko jedną wielką stertą niepowodzeń i chmurą gradową. Wszystko zmienił na lepsze. Wszystko. Tylko dlatego mam w sobie siłę do walki z samą sobą, własnymi lękami i wspomnieniami, a także tym co w tej chwili dotyka mnie najbardziej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz