liczysz patrzysz węszysz
tysiące bezsennych nocy
na żądanie ot tak
bo chcesz
krusząc wszystkie słowa
budując wciąż od nowa
raz za razem
błądząc
giniesz w tłustej mgle
usłanej zimnym pyłem
może mnie usłyszysz
w ciszy
zasłuchasz się raz jeszcze
w szumie fal
zbledniesz
bezpowrotnie.
Śp. T.
niedziela, 16 grudnia 2012
sobota, 15 grudnia 2012
Kwiecień 2008, 22:00, gdzieś z tyłu ogrodu..
skąd się wziąłeś właśnie ze mną
w tym samym miejscu
tak nagle
pod osłoną nocy
w samym środku zwierzeń
kilka łez zadławiło rozum
w płucach kurzem ostało się
cierpienie
bo tak szczerze mówiłeś
tak głośno szeptałeś
i czułam
jakbyśmy bili
razem a jednak
22.42
czas jechać przepraszam
kiedy się zobaczymy?
mogę Cię przytulić?
serce waliło jak młotem
oszalałe
dzikie
rozhisteryzowane
Twoje.
- Mojej Miłości, (pamiętasz?)
w tym samym miejscu
tak nagle
pod osłoną nocy
w samym środku zwierzeń
kilka łez zadławiło rozum
w płucach kurzem ostało się
cierpienie
bo tak szczerze mówiłeś
tak głośno szeptałeś
i czułam
jakbyśmy bili
razem a jednak
22.42
czas jechać przepraszam
kiedy się zobaczymy?
mogę Cię przytulić?
serce waliło jak młotem
oszalałe
dzikie
rozhisteryzowane
Twoje.
- Mojej Miłości, (pamiętasz?)
Uśmiechnąć.
patrz na mnie
kiedy zechcesz - o czwartej
nad ranem
nie daj mi zasnąć
artystycznie na stole
narysuję Ci siebie półkolem
zadowolenia rozkoszą miłością
byś mnie posiadł -
patrz na mnie
kiedy zechcesz - o piątej
noc długa jeszcze
zobacz - chylę się przed Tobą
tańcem niosąc dreszcze
subtelnie na podłodze
mając Ciebie - nic więcej
drżenie zamieniając w jęki
byś zechciał się
uśmiechnąć.
- Mojej Miłości
kiedy zechcesz - o czwartej
nad ranem
nie daj mi zasnąć
artystycznie na stole
narysuję Ci siebie półkolem
zadowolenia rozkoszą miłością
byś mnie posiadł -
patrz na mnie
kiedy zechcesz - o piątej
noc długa jeszcze
zobacz - chylę się przed Tobą
tańcem niosąc dreszcze
subtelnie na podłodze
mając Ciebie - nic więcej
drżenie zamieniając w jęki
byś zechciał się
uśmiechnąć.
- Mojej Miłości
piątek, 14 grudnia 2012
Pragnąc więcej.
spleć mnie jeszcze raz
w warkocz sprośnych słów
miodowym pocałunkiem
zdanie po zdaniu
scałuj ze mnie grzech
może
nikt nie zauważy
okłammy świat raz jeszcze
zatrzaśnij nas w ciszy
bezpowrotnie szaleńczo najmocniej
ukradnijmy słońcu
kawałek chwalebnej ułudy
wyrecytuję Cię zdanie po zdaniu
widząc czując przez palce
kryjąc dziewczęce rumieńce
pragnąc więcej.
- Mojej Miłości
w warkocz sprośnych słów
miodowym pocałunkiem
zdanie po zdaniu
scałuj ze mnie grzech
może
nikt nie zauważy
okłammy świat raz jeszcze
zatrzaśnij nas w ciszy
bezpowrotnie szaleńczo najmocniej
ukradnijmy słońcu
kawałek chwalebnej ułudy
wyrecytuję Cię zdanie po zdaniu
widząc czując przez palce
kryjąc dziewczęce rumieńce
pragnąc więcej.
- Mojej Miłości
W bezdechu.
zasłuchani w bezdechu
pośród czerwcowych traw
uciekać i żyć
czy zostać bez Ciebie
jak wiele nam umknęło
między palcami
w zamykaniu ciepłych
szeptów
w za długim przestoju
modląc się o Twoje ręce
nie pragnąc
nic więcej
- Mojej Miłości
pośród czerwcowych traw
uciekać i żyć
czy zostać bez Ciebie
jak wiele nam umknęło
między palcami
w zamykaniu ciepłych
szeptów
w za długim przestoju
modląc się o Twoje ręce
nie pragnąc
nic więcej
- Mojej Miłości
Wydrążona.
tyle już tęsknot
spadło z nieba nieproszonych
głuchym wołaniem o jutro
wolnym tańcem wczorajszym
zasłuchana w ciszy
zapamiętana
wydrążona milionem łez
sama
patrzę w przyszłość i nie widzę
słucham liczę
wszystkie moje brzegi -
bez odpowiedzi
o czwartej nad ranem
kiedy wstanę
ostatni raz zmarzniesz
czekając.
spadło z nieba nieproszonych
głuchym wołaniem o jutro
wolnym tańcem wczorajszym
zasłuchana w ciszy
zapamiętana
wydrążona milionem łez
sama
patrzę w przyszłość i nie widzę
słucham liczę
wszystkie moje brzegi -
bez odpowiedzi
o czwartej nad ranem
kiedy wstanę
ostatni raz zmarzniesz
czekając.
Na surowo.
piję gorzkie i cierpnę
między wierszami
zawieszona w bezczasie
ciężkim sapaniem
posprzątałam
wszystkie barwy tęczy
gdzieś na końcu
na wpół nieprzytomna
może dosłownie
zbyt dziecinnie
za mało dosłownie
na surowo.
między wierszami
zawieszona w bezczasie
ciężkim sapaniem
posprzątałam
wszystkie barwy tęczy
gdzieś na końcu
na wpół nieprzytomna
może dosłownie
zbyt dziecinnie
za mało dosłownie
na surowo.
środa, 12 grudnia 2012
Grudzień.
Gdybym mogła schować, wszystkie tęsknoty, wszystkie bezsenne nocne, najgłębiej jak się da, nie zaglądać, nie otwierać, nigdy więcej się nie bać. Wysłać kilka wiadomości, których wysłać nie mogę, spojrzeć w przeszłość, ale jutro, pojutrze, za sto lat, nie prędzej. Uciekam, a przecież i tak, spotka mnie dokładnie to samo. Dokładnie to samo.
Wciąż te same pytania...
Potrzymasz mnie za rękę, gdy odejdę? Spojrzymy razem w tym samym kierunku? Mają tam psy i koty? Odbierają maile?
Boję się,
że nie zdążę
ze wszystkim.
wielkie nic.
zimą
słodzę sobie herbatę
tęsknotą
cierpka ale ciepła
lubię kiedy parzy
zlodowaciałe palce
na skrajach dróg
tonąc w strumieniach powietrza
w gęstej tłustej mgle
piszę marzę marznę
umrą kiedyś
te śliczne płatki śniegu
i wiosenne krotki
miliony grzechów
tysiące kłamstw
znad warciańskich szeptów
wielkie nic.
słodzę sobie herbatę
tęsknotą
cierpka ale ciepła
lubię kiedy parzy
zlodowaciałe palce
na skrajach dróg
tonąc w strumieniach powietrza
w gęstej tłustej mgle
piszę marzę marznę
umrą kiedyś
te śliczne płatki śniegu
i wiosenne krotki
miliony grzechów
tysiące kłamstw
znad warciańskich szeptów
wielkie nic.
By zapomnieć.
zimą tęsknota zamarza
na kawałki
kruszy się w herbacie
trzeszczy między zębami
swąd śniegu dookoła
w ciszy za daleko
nie wiem
może zbyt dosłownie
wyuczona na pamięć
recytowana przy śniadaniu
jak niechciany pacierz
mokrych oczu wokół mnie
za dużo zbyt wiele
by zapomnieć
Śp. T.
na kawałki
kruszy się w herbacie
trzeszczy między zębami
swąd śniegu dookoła
w ciszy za daleko
nie wiem
może zbyt dosłownie
wyuczona na pamięć
recytowana przy śniadaniu
jak niechciany pacierz
mokrych oczu wokół mnie
za dużo zbyt wiele
by zapomnieć
Śp. T.
Przy mnie.
jesień przyszła
ogarniając zapachem wina
moje usta
nie wiem nie chcę nie widzę
może zasnę dziś później
w pomarańczowej próżności
tam gdzie najbardziej lubisz
w kącie Twojej głowy
ubrana do połowy
lubieżnie patrząc w przyszłość
chciwie chwytam szczęście
wiem że będziesz
kolejną zimę
przy mnie
Mojej Miłości.
ogarniając zapachem wina
moje usta
nie wiem nie chcę nie widzę
może zasnę dziś później
w pomarańczowej próżności
tam gdzie najbardziej lubisz
w kącie Twojej głowy
ubrana do połowy
lubieżnie patrząc w przyszłość
chciwie chwytam szczęście
wiem że będziesz
kolejną zimę
przy mnie
Mojej Miłości.
czwartek, 6 grudnia 2012
Wróć.
może wejdziesz na herbatę
może się uśmiechniesz
z tęsknoty
może
już wcale nie pamiętasz
zapachu białych winogron
i oczekiwania na wiosnę
może wrócisz
wróć!
choć na chwilę-
pozwól mi wierzyć
w pełnię wszechogarniającej pustki
zmielonej na miał rzeczywistości
wypranej z uczuć ułudy
poblakłych wspomnień
spróchniałych lat.
może się uśmiechniesz
z tęsknoty
może
już wcale nie pamiętasz
zapachu białych winogron
i oczekiwania na wiosnę
może wrócisz
wróć!
choć na chwilę-
pozwól mi wierzyć
w pełnię wszechogarniającej pustki
zmielonej na miał rzeczywistości
wypranej z uczuć ułudy
poblakłych wspomnień
spróchniałych lat.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)






