liczysz patrzysz węszysz
tysiące bezsennych nocy
na żądanie ot tak
bo chcesz
krusząc wszystkie słowa
budując wciąż od nowa
raz za razem
błądząc
giniesz w tłustej mgle
usłanej zimnym pyłem
może mnie usłyszysz
w ciszy
zasłuchasz się raz jeszcze
w szumie fal
zbledniesz
bezpowrotnie.
Śp. T.
niedziela, 16 grudnia 2012
sobota, 15 grudnia 2012
Kwiecień 2008, 22:00, gdzieś z tyłu ogrodu..
skąd się wziąłeś właśnie ze mną
w tym samym miejscu
tak nagle
pod osłoną nocy
w samym środku zwierzeń
kilka łez zadławiło rozum
w płucach kurzem ostało się
cierpienie
bo tak szczerze mówiłeś
tak głośno szeptałeś
i czułam
jakbyśmy bili
razem a jednak
22.42
czas jechać przepraszam
kiedy się zobaczymy?
mogę Cię przytulić?
serce waliło jak młotem
oszalałe
dzikie
rozhisteryzowane
Twoje.
- Mojej Miłości, (pamiętasz?)
w tym samym miejscu
tak nagle
pod osłoną nocy
w samym środku zwierzeń
kilka łez zadławiło rozum
w płucach kurzem ostało się
cierpienie
bo tak szczerze mówiłeś
tak głośno szeptałeś
i czułam
jakbyśmy bili
razem a jednak
22.42
czas jechać przepraszam
kiedy się zobaczymy?
mogę Cię przytulić?
serce waliło jak młotem
oszalałe
dzikie
rozhisteryzowane
Twoje.
- Mojej Miłości, (pamiętasz?)
Uśmiechnąć.
patrz na mnie
kiedy zechcesz - o czwartej
nad ranem
nie daj mi zasnąć
artystycznie na stole
narysuję Ci siebie półkolem
zadowolenia rozkoszą miłością
byś mnie posiadł -
patrz na mnie
kiedy zechcesz - o piątej
noc długa jeszcze
zobacz - chylę się przed Tobą
tańcem niosąc dreszcze
subtelnie na podłodze
mając Ciebie - nic więcej
drżenie zamieniając w jęki
byś zechciał się
uśmiechnąć.
- Mojej Miłości
kiedy zechcesz - o czwartej
nad ranem
nie daj mi zasnąć
artystycznie na stole
narysuję Ci siebie półkolem
zadowolenia rozkoszą miłością
byś mnie posiadł -
patrz na mnie
kiedy zechcesz - o piątej
noc długa jeszcze
zobacz - chylę się przed Tobą
tańcem niosąc dreszcze
subtelnie na podłodze
mając Ciebie - nic więcej
drżenie zamieniając w jęki
byś zechciał się
uśmiechnąć.
- Mojej Miłości
piątek, 14 grudnia 2012
Pragnąc więcej.
spleć mnie jeszcze raz
w warkocz sprośnych słów
miodowym pocałunkiem
zdanie po zdaniu
scałuj ze mnie grzech
może
nikt nie zauważy
okłammy świat raz jeszcze
zatrzaśnij nas w ciszy
bezpowrotnie szaleńczo najmocniej
ukradnijmy słońcu
kawałek chwalebnej ułudy
wyrecytuję Cię zdanie po zdaniu
widząc czując przez palce
kryjąc dziewczęce rumieńce
pragnąc więcej.
- Mojej Miłości
w warkocz sprośnych słów
miodowym pocałunkiem
zdanie po zdaniu
scałuj ze mnie grzech
może
nikt nie zauważy
okłammy świat raz jeszcze
zatrzaśnij nas w ciszy
bezpowrotnie szaleńczo najmocniej
ukradnijmy słońcu
kawałek chwalebnej ułudy
wyrecytuję Cię zdanie po zdaniu
widząc czując przez palce
kryjąc dziewczęce rumieńce
pragnąc więcej.
- Mojej Miłości
W bezdechu.
zasłuchani w bezdechu
pośród czerwcowych traw
uciekać i żyć
czy zostać bez Ciebie
jak wiele nam umknęło
między palcami
w zamykaniu ciepłych
szeptów
w za długim przestoju
modląc się o Twoje ręce
nie pragnąc
nic więcej
- Mojej Miłości
pośród czerwcowych traw
uciekać i żyć
czy zostać bez Ciebie
jak wiele nam umknęło
między palcami
w zamykaniu ciepłych
szeptów
w za długim przestoju
modląc się o Twoje ręce
nie pragnąc
nic więcej
- Mojej Miłości
Wydrążona.
tyle już tęsknot
spadło z nieba nieproszonych
głuchym wołaniem o jutro
wolnym tańcem wczorajszym
zasłuchana w ciszy
zapamiętana
wydrążona milionem łez
sama
patrzę w przyszłość i nie widzę
słucham liczę
wszystkie moje brzegi -
bez odpowiedzi
o czwartej nad ranem
kiedy wstanę
ostatni raz zmarzniesz
czekając.
spadło z nieba nieproszonych
głuchym wołaniem o jutro
wolnym tańcem wczorajszym
zasłuchana w ciszy
zapamiętana
wydrążona milionem łez
sama
patrzę w przyszłość i nie widzę
słucham liczę
wszystkie moje brzegi -
bez odpowiedzi
o czwartej nad ranem
kiedy wstanę
ostatni raz zmarzniesz
czekając.
Na surowo.
piję gorzkie i cierpnę
między wierszami
zawieszona w bezczasie
ciężkim sapaniem
posprzątałam
wszystkie barwy tęczy
gdzieś na końcu
na wpół nieprzytomna
może dosłownie
zbyt dziecinnie
za mało dosłownie
na surowo.
między wierszami
zawieszona w bezczasie
ciężkim sapaniem
posprzątałam
wszystkie barwy tęczy
gdzieś na końcu
na wpół nieprzytomna
może dosłownie
zbyt dziecinnie
za mało dosłownie
na surowo.
środa, 12 grudnia 2012
Grudzień.
Gdybym mogła schować, wszystkie tęsknoty, wszystkie bezsenne nocne, najgłębiej jak się da, nie zaglądać, nie otwierać, nigdy więcej się nie bać. Wysłać kilka wiadomości, których wysłać nie mogę, spojrzeć w przeszłość, ale jutro, pojutrze, za sto lat, nie prędzej. Uciekam, a przecież i tak, spotka mnie dokładnie to samo. Dokładnie to samo.
Wciąż te same pytania...
Potrzymasz mnie za rękę, gdy odejdę? Spojrzymy razem w tym samym kierunku? Mają tam psy i koty? Odbierają maile?
Boję się,
że nie zdążę
ze wszystkim.
wielkie nic.
zimą
słodzę sobie herbatę
tęsknotą
cierpka ale ciepła
lubię kiedy parzy
zlodowaciałe palce
na skrajach dróg
tonąc w strumieniach powietrza
w gęstej tłustej mgle
piszę marzę marznę
umrą kiedyś
te śliczne płatki śniegu
i wiosenne krotki
miliony grzechów
tysiące kłamstw
znad warciańskich szeptów
wielkie nic.
słodzę sobie herbatę
tęsknotą
cierpka ale ciepła
lubię kiedy parzy
zlodowaciałe palce
na skrajach dróg
tonąc w strumieniach powietrza
w gęstej tłustej mgle
piszę marzę marznę
umrą kiedyś
te śliczne płatki śniegu
i wiosenne krotki
miliony grzechów
tysiące kłamstw
znad warciańskich szeptów
wielkie nic.
By zapomnieć.
zimą tęsknota zamarza
na kawałki
kruszy się w herbacie
trzeszczy między zębami
swąd śniegu dookoła
w ciszy za daleko
nie wiem
może zbyt dosłownie
wyuczona na pamięć
recytowana przy śniadaniu
jak niechciany pacierz
mokrych oczu wokół mnie
za dużo zbyt wiele
by zapomnieć
Śp. T.
na kawałki
kruszy się w herbacie
trzeszczy między zębami
swąd śniegu dookoła
w ciszy za daleko
nie wiem
może zbyt dosłownie
wyuczona na pamięć
recytowana przy śniadaniu
jak niechciany pacierz
mokrych oczu wokół mnie
za dużo zbyt wiele
by zapomnieć
Śp. T.
Przy mnie.
jesień przyszła
ogarniając zapachem wina
moje usta
nie wiem nie chcę nie widzę
może zasnę dziś później
w pomarańczowej próżności
tam gdzie najbardziej lubisz
w kącie Twojej głowy
ubrana do połowy
lubieżnie patrząc w przyszłość
chciwie chwytam szczęście
wiem że będziesz
kolejną zimę
przy mnie
Mojej Miłości.
ogarniając zapachem wina
moje usta
nie wiem nie chcę nie widzę
może zasnę dziś później
w pomarańczowej próżności
tam gdzie najbardziej lubisz
w kącie Twojej głowy
ubrana do połowy
lubieżnie patrząc w przyszłość
chciwie chwytam szczęście
wiem że będziesz
kolejną zimę
przy mnie
Mojej Miłości.
czwartek, 6 grudnia 2012
Wróć.
może wejdziesz na herbatę
może się uśmiechniesz
z tęsknoty
może
już wcale nie pamiętasz
zapachu białych winogron
i oczekiwania na wiosnę
może wrócisz
wróć!
choć na chwilę-
pozwól mi wierzyć
w pełnię wszechogarniającej pustki
zmielonej na miał rzeczywistości
wypranej z uczuć ułudy
poblakłych wspomnień
spróchniałych lat.
może się uśmiechniesz
z tęsknoty
może
już wcale nie pamiętasz
zapachu białych winogron
i oczekiwania na wiosnę
może wrócisz
wróć!
choć na chwilę-
pozwól mi wierzyć
w pełnię wszechogarniającej pustki
zmielonej na miał rzeczywistości
wypranej z uczuć ułudy
poblakłych wspomnień
spróchniałych lat.
czwartek, 29 listopada 2012
Z obrazka.
chciałabym być jak ty
idealna
uczesana
uśmiechnięta
mogłabym rozśmieszać dzieci
łapać motyle
cieszyć się życiem
chciałabym być jak ty
najlepsza
najpiękniejsza
ogarnięta
mogłabym zamieniać dni
na noce i odwrotnie
bawiąc się w co chcę
chciałabym być jak ty
idealna
nienarodzona
dziewczyno z obrazka.
idealna
uczesana
uśmiechnięta
mogłabym rozśmieszać dzieci
łapać motyle
cieszyć się życiem
chciałabym być jak ty
najlepsza
najpiękniejsza
ogarnięta
mogłabym zamieniać dni
na noce i odwrotnie
bawiąc się w co chcę
chciałabym być jak ty
idealna
nienarodzona
dziewczyno z obrazka.
środa, 28 listopada 2012
Pusto.
jesień zaskoczyła mnie
szarością
wszechogarniającym bezdomnym chłodem
przepadłam
między wierszami
w bezkresie
czasu i przestrzeni
bezbrzeżną walką o nic
i jeszcze więcej
każdego dnia inaczej
upadając bezwzględnie
cierpiąc na bezsenność
rzucając słowa na wiatr
umarłam kolejny raz
budząc się
a jednak jakoś inaczej
pusto.
szarością
wszechogarniającym bezdomnym chłodem
przepadłam
między wierszami
w bezkresie
czasu i przestrzeni
bezbrzeżną walką o nic
i jeszcze więcej
każdego dnia inaczej
upadając bezwzględnie
cierpiąc na bezsenność
rzucając słowa na wiatr
umarłam kolejny raz
budząc się
a jednak jakoś inaczej
pusto.
środa, 21 listopada 2012
Między wierszami.
najsmutniejsze najcięższe
bezcenne
wszystkie listopadowe wiosny
tuż po trzeciej nad ranem
za zachodem słońca
pod powiekami
milczysz jak grób
wieszając mnie między wierszami
bezcenne
wszystkie listopadowe wiosny
tuż po trzeciej nad ranem
za zachodem słońca
pod powiekami
milczysz jak grób
wieszając mnie między wierszami
wtorek, 20 listopada 2012
Nieodwracalnie.
nie dodzwonię się do nieba
linia wciąż zajęta
zrywa połączenie -
mimochodem
tak po prostu
białe niebo
milion kroków
cisza
telegramy w chmurach
dwa słowa i kropka
na cóż ta pustka
pieprzona ironia
może nie zdążyłam
o kilka godzin spóźniona
o milion uśmiechów za późno
nieodwracalnie.
Św.P. T.
linia wciąż zajęta
zrywa połączenie -
mimochodem
tak po prostu
białe niebo
milion kroków
cisza
telegramy w chmurach
dwa słowa i kropka
na cóż ta pustka
pieprzona ironia
może nie zdążyłam
o kilka godzin spóźniona
o milion uśmiechów za późno
nieodwracalnie.
Św.P. T.
Za wcześnie.
nie miewa emocji
krzty przyzwoitości
choć na nich grywa
za często
za gęsto
za wcześnie
piękną tragiczną sczerniałą
od niedawna cierpką
przeterminowaną
pija herbatę o trzeciej nad ranem
i śmieje mi się w twarz
depcze bezcenne
zaniedbuje zadbane
bezcześci świętości
woła o pomstę do nieba
potępiona
krzty przyzwoitości
choć na nich grywa
za często
za gęsto
za wcześnie
piękną tragiczną sczerniałą
od niedawna cierpką
przeterminowaną
pija herbatę o trzeciej nad ranem
i śmieje mi się w twarz
depcze bezcenne
zaniedbuje zadbane
bezcześci świętości
woła o pomstę do nieba
potępiona
Uniesienia.
niepojęte niedopowiedzenia
niedopowiedziane słowa
niewypowiedziane - zapomniane
mamy coś więcej
kilka złotych gwiazd
na nieskazitelnym niebie
nigdy niegasnące słońca
niekończące się historie
miłosne głębokie uniesienia
niedopowiedziane słowa
niewypowiedziane - zapomniane
mamy coś więcej
kilka złotych gwiazd
na nieskazitelnym niebie
nigdy niegasnące słońca
niekończące się historie
miłosne głębokie uniesienia
Przyjdzie kiedyś koniec świata.
przyjdzie kiedyś koniec świata
w pocie czoła -
zatroskana
tysiącem zaniedbanych snów
i rozpadnie się tęcza
na miliony szeptów
różowych nieodkrytych wysp
pod powiekami
przyjdzie kiedyś noc
nieskończona ironiczna
patrząc nam na ręce
potłuczonych straconych - wczorajszych
i zabłyśnie jak królewna
w złotych pantofelkach
na ziarnku grochu
obłudna
przyjdzie kiedyś koniec świata
zadyszana -
nadal nie wiem
co na siebie włożę
w pocie czoła -
zatroskana
tysiącem zaniedbanych snów
i rozpadnie się tęcza
na miliony szeptów
różowych nieodkrytych wysp
pod powiekami
przyjdzie kiedyś noc
nieskończona ironiczna
patrząc nam na ręce
potłuczonych straconych - wczorajszych
i zabłyśnie jak królewna
w złotych pantofelkach
na ziarnku grochu
obłudna
przyjdzie kiedyś koniec świata
zadyszana -
nadal nie wiem
co na siebie włożę
Z dnia na dzień.
może zbyt dosłownie
wprost proporcjonalnie
niedbale
od niechcenia tak sobie
wszystkie niedokończone
wschody słońca jak z pocztówki
zamknij we mnie
zapomnij
niedbałą linią na piasku
potarganą wiatrem
rozpadnę się z dnia na dzień
zniknę
wprost proporcjonalnie
niedbale
od niechcenia tak sobie
wszystkie niedokończone
wschody słońca jak z pocztówki
zamknij we mnie
zapomnij
niedbałą linią na piasku
potarganą wiatrem
rozpadnę się z dnia na dzień
zniknę
czwartek, 8 listopada 2012
Nad niebem.
dokąd tak biegnę
słodko gorzka - nijaka
nieszczerą czułością
poszarzała
ciąży mi wczorajsze do widzenia
na trzeźwo
nie szukam albo nawet bardzo
zbłąkana między wierszami
dla kogo
za bezcen
nic nie wart z pozoru
zerwany wiatrem liść
nad morzem
trzy metry nad
niebem.
słodko gorzka - nijaka
nieszczerą czułością
poszarzała
ciąży mi wczorajsze do widzenia
na trzeźwo
nie szukam albo nawet bardzo
zbłąkana między wierszami
dla kogo
za bezcen
nic nie wart z pozoru
zerwany wiatrem liść
nad morzem
trzy metry nad
niebem.
niedziela, 14 października 2012
Tęsknoty.
jesienią zdarzają się tęsknoty -
błękitne ptaki
na papierowych sznurkach
kroją na kawałki i palą mnie na stosie
ślą życzenia z wiatrem
miłosierdzie w drewnianych kufrach
może mnie usłyszysz kiedy spojrzę
może mnie zobaczysz
kiedy szepnę
modlitwą wrzaskiem śmiechem
gdzie mój brzeg bez odpowiedzi
głuche telefony puste buty
jesienią zdarzają się tęsknoty -
lawendowe ptaki
na drewnianych nogach
depczą po piętach i kładą się w mej głowie
pozdrawiają z nieba
mosiężnym zachodem słońca.
błękitne ptaki
na papierowych sznurkach
kroją na kawałki i palą mnie na stosie
ślą życzenia z wiatrem
miłosierdzie w drewnianych kufrach
może mnie usłyszysz kiedy spojrzę
może mnie zobaczysz
kiedy szepnę
modlitwą wrzaskiem śmiechem
gdzie mój brzeg bez odpowiedzi
głuche telefony puste buty
jesienią zdarzają się tęsknoty -
lawendowe ptaki
na drewnianych nogach
depczą po piętach i kładą się w mej głowie
pozdrawiają z nieba
mosiężnym zachodem słońca.
Powieści.
w jesieni
najbardziej lubię wspomnienia
czerwone zleżałe wino
i tonę pożółkłych
listów
może jutro
dojdzie jeśli dojdzie
donikąd
aniołowie nie słuchają
patrzą na mnie z góry
i wciąż
telefon głuchy
w jesieni
najbardziej lubię wieczory
długie zobowiązujące myśli
nigdy niekończące się
powieści.
Nie tym razem.
posypią się schody
nieskończone
donikąd - od zawsze
zapomnę
kim jestem i po co -
zawisnę
między waszymi rękami
na waszych spojrzeniach
coraz bardziej
ciążąc
skruszę chore powieki
zamarznięte wczorajszym
do widzenia żegnaj
nie tym razem.
Gdzieś na końcu.
lubię zajadać łyżkami
szczęście
lekko truskawkowe
zamglone
nieosiągalne
na wyciągnięcie snu
przyćmione rzeczywistością
nie odchodź -
jeszcze raz krzyknę
wniebogłosy
może mnie zatrzymasz
może zaskoczysz
weźmiesz w ramiona by upuścić
szeptem wzniecisz powódź
emocjonalne zatrzęsienie
gdzieś na końcu
mojej głowy.
szczęście
lekko truskawkowe
zamglone
nieosiągalne
na wyciągnięcie snu
przyćmione rzeczywistością
nie odchodź -
jeszcze raz krzyknę
wniebogłosy
może mnie zatrzymasz
może zaskoczysz
weźmiesz w ramiona by upuścić
szeptem wzniecisz powódź
emocjonalne zatrzęsienie
gdzieś na końcu
mojej głowy.
czwartek, 11 października 2012
Bardziej.
pokaż mi
jak żyć
jak odnaleźć
kiedy deszcz -
w siwej mgle
zbłąkany
ugrzej skostniałe
myśli
niech wiem -
jesteś
codziennie
bardziej
jak żyć
jak odnaleźć
kiedy deszcz -
w siwej mgle
zbłąkany
ugrzej skostniałe
myśli
niech wiem -
jesteś
codziennie
bardziej
Jeszcze.
ubiorę się dla Ciebie
w zapach świeżych farb
po łokcie ubrudzona
miłością
nieśmiała
tak bardzo naiwna
w twojej pachnącej koszuli
głęboki brzask chowając
jednym ciepłym tchem
proszę
nie musisz iść
jeszcze
Dla mojej Miłości.
w zapach świeżych farb
po łokcie ubrudzona
miłością
nieśmiała
tak bardzo naiwna
w twojej pachnącej koszuli
głęboki brzask chowając
jednym ciepłym tchem
proszę
nie musisz iść
jeszcze
Dla mojej Miłości.
czwartek, 27 września 2012
Po drugiej stronie.
odśnieżysz moje powieki
szeptem
wciskając się w szpaler żeber
niby przypadkiem
obracając w palcach
ziarenka różańca
nad jeziorem niedomówień
sama
błyszczę
między niebem a ziemią
w czyśćcowym bezkresie
po drugiej stronie
lustra.
szeptem
wciskając się w szpaler żeber
niby przypadkiem
obracając w palcach
ziarenka różańca
nad jeziorem niedomówień
sama
błyszczę
między niebem a ziemią
w czyśćcowym bezkresie
po drugiej stronie
lustra.
Spotkamy się jeszcze?
skrzypisz
w najczarniejszym pokoju świadomości
pukając anemicznie - ledwie dysząc
szumisz w uszach świeżą rosą
spływasz po policzkach
w najcichszy możliwy sposób
czytając między wierszami
przeciskasz ostatnie promienie słońca
rozstały się łabędzie - każdy w swoją stronę
jaśnieją noce czarnieją dni
a sny coraz śmielsze
spotkamy się jeszcze?
- Św.P. T.
w najczarniejszym pokoju świadomości
pukając anemicznie - ledwie dysząc
szumisz w uszach świeżą rosą
spływasz po policzkach
w najcichszy możliwy sposób
czytając między wierszami
przeciskasz ostatnie promienie słońca
rozstały się łabędzie - każdy w swoją stronę
jaśnieją noce czarnieją dni
a sny coraz śmielsze
spotkamy się jeszcze?
- Św.P. T.
środa, 26 września 2012
Pada pada deszcz.
oczy ręce nogi
składam się jak mogę
z całych sił
porcelanowa
wystawione kości
zastane powieki
gdzie mój brzeg
bez odpowiedzi
liczę raz dwa sześć
pada pada deszcz
stuka stuka puk puk
wali do mych drzwi
odkleję oczy załamię ręce
raz jeszcze się zatrzęsę
na końcu umysłu
pochowam myśli
liczę raz dwa pięć
pada pada śnieg.
składam się jak mogę
z całych sił
porcelanowa
wystawione kości
zastane powieki
gdzie mój brzeg
bez odpowiedzi
liczę raz dwa sześć
pada pada deszcz
stuka stuka puk puk
wali do mych drzwi
odkleję oczy załamię ręce
raz jeszcze się zatrzęsę
na końcu umysłu
pochowam myśli
liczę raz dwa pięć
pada pada śnieg.
Później.
przytrzymam oddech
na wysokościach
zbierając resztki szkła
kalecząc cudze dłonie
może
rozpadnę się płonąc
na stosie polnych kwiatów
za te wszystkie radości
jeśli nocą - tylko czarną
herbaty się napiję
otrzeźwieję
zmądrzeję później.
na wysokościach
zbierając resztki szkła
kalecząc cudze dłonie
może
rozpadnę się płonąc
na stosie polnych kwiatów
za te wszystkie radości
jeśli nocą - tylko czarną
herbaty się napiję
otrzeźwieję
zmądrzeję później.
...
Tęsknota potrafi dać w kość. Budzić najczarniejsze myśli, najgorsze wspomnienia, najboleśniejsze dni. Choć wiem, że nie cofnę czasu, nic nie zmienię, czuję pustkę. Może to źle, może naturalnym jest - zapomnieć. Przemijają dni, pory roku, a w nich ja. Tyle pytań bez odpowiedzi. Tyle niedopowiedzianych spraw. Tyle odejść bez pożegnania. Chciałabym móc zatrzymać wszystkich, których kocham w jednej dłoni i zamknąć w małym szklanym pudełku. Oszukać czas.
Nie zwątpię.
świeże wschody słońca
pachnące błękitem
śmieją się jak dzieci
przyszłość
stanęła przede mną
zielona
pachnąca
do namalowania
najprościej
gołymi rękoma
raz jeszcze spojrzę
może się wzruszę
zaćmię słońce
nie zwątpię.
pachnące błękitem
śmieją się jak dzieci
przyszłość
stanęła przede mną
zielona
pachnąca
do namalowania
najprościej
gołymi rękoma
raz jeszcze spojrzę
może się wzruszę
zaćmię słońce
nie zwątpię.
Powód.
jesteś
patrzeniem ubierasz mnie
w lato
dotykiem
zgłębiasz poznajesz szalejesz
po cichu na uboczu
bo po co
dzielić z kimś
nasze
po co
dawać diabłu
powód
...a może
nocne szepty
cicho sza
błyszczy za oknem
kilka kocich łap
po cichu chowam myśli
spieram z krzyków
krew
zszywam rany
resztką obietnic
kiedy śnieg spadnie
z dnia na dzień
w ten majowy dzień
olśni mnie
acz
wisisz i nie grzmisz
a może
powinieneś.
cicho sza
błyszczy za oknem
kilka kocich łap
po cichu chowam myśli
spieram z krzyków
krew
zszywam rany
resztką obietnic
kiedy śnieg spadnie
z dnia na dzień
w ten majowy dzień
olśni mnie
acz
wisisz i nie grzmisz
a może
powinieneś.
Układam.
bawię się ciszą
układam
niestosowne słowa
w milion wrzasków
szaleję z miłości
zatańcz ze mną
kochaj
chwytaj ostatnie błękitne dni
może się skończą
szybciej niż
my
niedziela, 23 września 2012
Niepewnie.
marzę o jutrze
uśmiechając się niepewnie
uderzając głową w mur
tłukę niepokorne ręce
miażdżę myśli
może ktoś mnie wybudzi
z letargu ułudy
liżąc rany - podśpiewując
błądząc po łące czyśćca
szaleńczym wrzaskiem o więcej
pomódl się za mnie
gdy odejdę.
Znowu.
podarłam sobie oczy
pewnej wrześniowej nocy
ot tak po prostu
ściskając ręce grobową ciszą
sklejając resztki świtu
wołaniem donikąd
znikąd szukając pomocy
prześwitem między wierszami
dni godziny sekundy
ubłocone łzami
znów zasnąć nie mogę
znowu się boję.
pewnej wrześniowej nocy
ot tak po prostu
ściskając ręce grobową ciszą
sklejając resztki świtu
wołaniem donikąd
znikąd szukając pomocy
prześwitem między wierszami
dni godziny sekundy
ubłocone łzami
znów zasnąć nie mogę
znowu się boję.
W makijażu.
policzę wszystkie liście
chowając czerwień rzęs
pękających malinowych szkieł
na dnie szafy
przebiegając sobie drogę
na przemian z dachowcami
wierząc że tak trzeba
karmiąc się szczęściem
z nieba
skacząc z dnia na dzień
tymi samymi wierszami
zmieniając od czasu do czasu
kolory kopert
czyste to szaleństwo
w pełnym makijażu płakać
na spojrzeniach tylu kwiatów
karmiąc się
wczorajszym westchnieniem
chowając czerwień rzęs
pękających malinowych szkieł
na dnie szafy
przebiegając sobie drogę
na przemian z dachowcami
wierząc że tak trzeba
karmiąc się szczęściem
z nieba
skacząc z dnia na dzień
tymi samymi wierszami
zmieniając od czasu do czasu
kolory kopert
czyste to szaleństwo
w pełnym makijażu płakać
na spojrzeniach tylu kwiatów
karmiąc się
wczorajszym westchnieniem
Luty.
zawisnę między wierszami
może upadnę we śnie
zarżnięta przeszłością
zalana czernią nocy
pukam do drzwi
nie wiedząc nie znając
z zaciekawieniem -
zatrwożona
labiryntem bez wyjścia
donikąd
rozsypując resztki myśli
sama z siebie
do zobaczenia
niebawem.
może upadnę we śnie
zarżnięta przeszłością
zalana czernią nocy
pukam do drzwi
nie wiedząc nie znając
z zaciekawieniem -
zatrwożona
labiryntem bez wyjścia
donikąd
rozsypując resztki myśli
sama z siebie
do zobaczenia
niebawem.
piątek, 14 września 2012
Na własność.
myśli -
marzenia o więcej
błękitem nieba skąpane
gdzieś nade mną
zamknij mnie w dłoniach
policzymy resztki chmur
całując jednym szeptem
ostatni promień słońca
namaluj starannie
zachody słońca jak z pocztówki
na moich policzkach
kiedy zasnę
chcę je mieć
na własność.
Mogę wejść?
myśli mi skrzypią
pod powiekami
pokłonem pokornym
tęsknotą
przydrożne krzyże
zarośnięte niepamięcią
we wczorajszej mgle
oddechem beznamiętnym
zapomniałam
i puka do mych drzwi
kolejny raz
mogę wejść
mogę cię mieć?
pod powiekami
pokłonem pokornym
tęsknotą
przydrożne krzyże
zarośnięte niepamięcią
we wczorajszej mgle
oddechem beznamiętnym
zapomniałam
i puka do mych drzwi
kolejny raz
mogę wejść
mogę cię mieć?
Ukradkiem
mieszasz się
z aromatem porannej kawy
między wierszami a mlekiem
parzysz usta
brudzisz myśli
zrywając resztki nocy
białą koszulą
muśnięciem zgrzytem jękiem
gdzieś na końcu snu
niepewna
ukradkiem
raz dwa trzy
ciiii..
bo jeszcze się
obudzę
z aromatem porannej kawy
między wierszami a mlekiem
parzysz usta
brudzisz myśli
zrywając resztki nocy
białą koszulą
muśnięciem zgrzytem jękiem
gdzieś na końcu snu
niepewna
ukradkiem
raz dwa trzy
ciiii..
bo jeszcze się
obudzę
czwartek, 6 września 2012
Bezpańska.
westchnij jeszcze raz
udawanym wrześniowym ciepłem
otul chłodem nocy
nim zdążę zasnąć
policzę wszystkie
myśli księżycowe
by obudzić się na nowo
wstać lewą nogą
poparzę herbatą usta
zachłanna zagubiona bezpańska
zapukam raz jeszcze
może wejdę.
udawanym wrześniowym ciepłem
otul chłodem nocy
nim zdążę zasnąć
policzę wszystkie
myśli księżycowe
by obudzić się na nowo
wstać lewą nogą
poparzę herbatą usta
zachłanna zagubiona bezpańska
zapukam raz jeszcze
może wejdę.
We śnie.
zapadłam się we śnie
trzymając resztki gwiazd
spalonych wspomnień
spopielonych dni
chłodne poranki chłodne dnie
czekając na jesień
miliony westchnień
nieznanych
wrzaski milczeniem przybrane
maluję na różowo
zamiatając rzęsami
ostatnie promienie dnia
trzymając resztki gwiazd
spalonych wspomnień
spopielonych dni
chłodne poranki chłodne dnie
czekając na jesień
miliony westchnień
nieznanych
wrzaski milczeniem przybrane
maluję na różowo
zamiatając rzęsami
ostatnie promienie dnia
piątek, 10 sierpnia 2012
Wschody słońca, jak z pocztówki.
szczerością się rozlałam
na niebie -
zachodząc w mgłę i deszcz
piaszczystym uśmiechem
niepewna
tych oczu tych ust
pragnęłam jak zbawienia
splotem dłoni drżeniem warg
kojąc wrzaski duszy
przechadzałeś się
wszystkimi alejami świadomości
opuszkami palców
szeptem
milionem krzyków na sekundę
pytając o oczywiste
bukiet słodkich słów
scałowując z mych ust
tak.
Dla M.
Resztki nocy.
jesień
zajrzała mi przez ramię
słodkim powiewem niepewności
rodząc nowe nadzieje
stare boleści -
pochowane dawno strachy
rzęsami zamiatam wspomnienia
całując resztki nocy
po rękach
dobranoc.
środa, 8 sierpnia 2012
Na krawędzi szczęścia.
ubierz mnie
w skąpe powiewy brzasku
poczuję się naga
kiedy zechcesz bym poczuła
weźmiesz mnie na ręce
przerzucając
na drugi koniec tęczy
tam gdzie śmieją się zwątpienia
zatańczę zwiewnie
na krawędzi szczęścia
Tobie na nerwach
płacząc ze szczęścia
Dla M.
w skąpe powiewy brzasku
poczuję się naga
kiedy zechcesz bym poczuła
weźmiesz mnie na ręce
przerzucając
na drugi koniec tęczy
tam gdzie śmieją się zwątpienia
zatańczę zwiewnie
na krawędzi szczęścia
Tobie na nerwach
płacząc ze szczęścia
Dla M.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





















